Kategorie
Webinary

Mike Rosenberg: Geopolityka a sztuczna inteligencja

Nie jest zaskakującym, że sztuczna inteligencja ma ogromną rolę do odegrania. Może pomóc uczynić nasze życie lepszym, ale będzie też mieć ogromny wpływ na geopolitykę. I to może być niebezpieczne. O przyszłości AI w kontekście geopolityki mówił prof. Mike Rosenberg podczas wrześniowej sesji Akceleratora Innovatorium.

Żeby zrozumieć, w którym kierunku może zaprowadzić ludzkość sztuczna inteligencja powiązana z geopolityką, warto prześledzić, jak w przeszłości rozwijały się konflikty pomiędzy krajami. Wiedza historyczna ułatwia zrozumienie pewnych procesów, choć zmieniający się świat powoduje, że przebieg współczesnych konfliktów jest daleko inny od tych sprzed lat. I takiemu właśnie rysowi historycznemu geopolityki poświęcona była pierwsza część wykładu prof. Mike’a Rosenberga.  profesora zarządzania strategicznego w IESE Business School.

Wojna hybrydowa – znak czasów

Zimna wojna zamroziła typowe konflikty militarne na długi czas, przypomniał Rosenberg, choć przeszły one na inne obszary. I tak było przez wiele lat. W momencie upadku ZSRR zamrożone konflikty powróciły. Dziś na świecie punktów zapalnych jest bardzo dużo. Jeśli chodzi o Rosję, to dąży ona obecnie do odzyskania imperialnej pozycji, jakby nie pamiętając, że sytuacja geopolityczna jest inna niż w latach ’80 XX wieku. Rosjanie powinni rozumieć, podkreślał Rosenberg, że obecna polityka popycha ich kraj w stronę sojuszu z Chinami, tyle że Chiny nie mają interesu, by stawać w obecnym konflikcie po stronie Rosji. Jak mówi Rosenberg, Rosja wręcz na własne życzenie podporządkowuje się Chinom.

– Współcześnie mamy do czynienia przede wszystkim z wojną hybrydową, w której wykorzystanie technologii, obok działań konwencjonalnych, ma niebagatelne znaczenie – mówił prof. Rosenberg. W dodatku zanim dojdzie do konwencjonalnych działań, obserwować można wiele zdarzeń, które budują odpowiedni grunt. Rosenberg przypomniał m.in. wybory prezydenckie w USA, w których zwycięstwo odniósł Donald Trump. Dziś nie jest już tajemnicą, że rosyjskie tajne służby uruchomiły tysiące fake newsów w amerykańskich mediach społecznościowych i miały wpływ na wyniki wyborów w USA. Trzeba pamiętać, mówił Rosenberg, że koncepcja wojny hybrydowej uwzględnia też ataki na infrastrukturę i w kontekście geopolityki jest to coraz powszechniejsze działanie. Nikt nie zakwestionuje, że rola systemów informatycznych stała się ogromna.

Kto ma AI, ma wpływy

Druga część wykładu poświęcona była głównie zwróceniu uwagi na gwałtowny rozwój technologii opartych o AI. Sztuczna inteligencja ma służyć całej ludzkości w różnych sferach życia. I będzie mieć wpływ na zmianę świata. Pytanie tylko jak będzie temu światu służyć i jak zostanie wykorzystana przez armie.

Sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe czy rozwijanie sieci neuronowych w kontekście geopolitycznym będą wykorzystywane do zdobywania, gromadzenia i przetwarzania danych, rozwoju wielkich platform biznesowych, hardware’u (sprzęt komputerowy) czy soft power (oprogramowania). Oraz do prowadzenia wojen. Bo niestety jest tu dużo miejsca dla AI, zwłaszcza w obszarze działań wojennych, logistyki i co najgorsze – unicestwiania ludzi.

Dane to dziś nowe złoto – tłumaczył Rosenberg. Dzięki nim można obserwować zachowania, przewidywać je i wpływać na nie. – Najlepszym przykładem są obecnie Chiny, które kontrolują swoje społeczeństwo – mówił prof. Rosenberg, zwracając jednocześnie uwagę na pewien paradoks w podejściu do danych przez Amerykanów. Z racji ich niefrasobliwości w udostępnianiu danych, stały się one punktem wyjścia dla modeli biznesowych wielu firm. – Firmy cyfrowe docierają już do tego poziomu inwigilacji, co organizacje szpiegowskie – twierdzi Rosenberg.

Oczywiście im więcej danych, tym więcej platform biznesowych, korzystających z nich i bogacących  się dzięki temu.

Obecnie można już mówić o rywalizacji geopolitycznej platform, a wręcz porównywać z walką o przewagę militarną. Czy Chiny zrezygnują z walki o Tajwan? Raczej nie – przekonywał Rosenberg. Bo w tym sporze nie chodzi wyłącznie o terytorium, ale o terytorium, w którym produkuje się ultranowoczesne 3-nanometrowe chipy. – Ten kto dominuje w produkcji chipów, dominuje na świecie – mówił Rosenberg i podkreślał, że Tajwan ma obecnie 40 proc. udziału w światowej produkcji hardware’u.

Rosenberg zwracał też uwagę, że kraje, które zaadaptowały AI szybciej, będą mieć większe tempo wzrostu i będą wpływać na pozostałych. Ponownie jako przykład podał Chiny i Inicjatywę Pasa i Szlaku, którą można określić mianem „konia trojańskiego” chińskiej polityki. Ma ona jednocześnie intensyfikować rozwój gospodarki Państwa Środka i rozszerzać wpływy polityczne. A wszystko to finansowane przez chińskie banki, zgodnie z chińskimi standardami, dalekimi od amerykańskich czy europejskich. Jednym z krajów, gdzie projekt udaje się wprowadzać, są Węgry.

Sztuczna inteligencja pomaga też wojsku. Niestety. Zbiera dane, analizuje, wykrywa anomalie, na które człowiek nie zwróciłby uwagi, wspiera logistykę, pozwala śledzić działania wroga. Nowoczesne maszyny, wspomagające prowadzenie działań wojennych są wyposażane w inteligentne systemy coraz powszechniej. Czy jednak – pyta prof. Rosenberg – tego typu broń nie powinna być zakazana? Powołuje się w tym podejściu m. in. na pogląd szefa ONZ, Antonio Guterrsa, który optuje za tym, by urządzenia autonomiczne uznać za niezgodne z konwencjami, podobnie jak broń chemiczną.

Człowiek musi mieć kontrolę nad AI, zwłaszcza tam, gdzie broń używana jest do unicestwiania ludzi. – Nie powinno się pozwalać maszynom i robotom zabijać w oparciu o algorytm – mówił prof. Mike Rosenberg. Niestety międzynarodowy sprzeciw jest niewielki, co powoduje, że nieokiełznane rozbudowywanie systemów wojskowych prowadzi ludzkość w ślepą ulicę, w krąg wojen robotów i SF. – Jak najszybciej trzeba ten proces zatrzymać – podkreślił Rosenberg. 

Mike Rosenberg – profesor zarządzania strategicznego w IESE Business School

Wykład wygłoszony 29 września 2022 roku podczas sesji Akceleratora Innovatorium.

Kategorie
Webinary

Agnieszka Uflewska: Etyczne aspekty sztucznej inteligencji

– AI musi być zgodna z prawem, z wartościami etycznymi i solidna, zarówno z technicznego, jak i społecznego punktu widzenia. Musi być ukierunkowana na człowieka – mówi prof. Agnieszka Uflewska o warunkach wdrażania sztucznej inteligencji.

– Sztuczna inteligencja to tsunami o ogromnym potencjale, służącym rozwojowi, ale także niszczącym, jeśli jej twórcy nie będą pamiętać, że AI to nie tylko dziedzina informatyki, ale być może przede wszystkim filozofii. Jej pojawienie się zmusza nas do zastanowienia się, co to znaczy być dobrym człowiekiem i co to znaczy dobrze żyć – zwróciła uwagę prof. Agnieszka Uflewska podczas grudniowej sesji Akceleratora Innovatorium.

– Nie da się mówić o aspektach etycznych bez odniesień do kultury, czyli pewnej całości, obejmującej wiedzę, wierzenia, wzorce myślenia i zachowania, sztukę, moralność, prawa, obyczaje, zdolności i nawyki nabyte poprzez ludzi przez przynależność do danego społeczeństwa. A kamieniem węgielnym kultury jest etyka (normy, wartości, wierzenia), bo z tego wynikają symbole, czytelne i ważne dla nas – przekonywała prof. Uflewska.  Jesteśmy w pewnym historycznym momencie, w którym wszystko staje się 5.0. – Inteligentne rozwiązania, oparte na przetwarzaniu danych, także wrażliwych, wkraczają w nasze życie poprzez biznes i administrację.

Godna zaufania sztuczna inteligencja, czyli etyczne aspekty AI

Etyka AI ma określić sposób, w jaki sztuczna inteligencja może prowadzić do poprawy lub naruszenia dobrobytu jednostek, zarówno pod względem jakości życia, jak i autonomii człowieka i wolności, niezbędnych w demokratycznym społeczeństwie.  – Jednostki i społeczeństwa muszą być chronione na podstawowym poziomie – podkreślała prof. Uflewska. – Etyka AI stymuluje innowacje, których celem jest promowanie wartości etycznych.

By moc wdrażać AI, musi cieszyć się ona wiarygodnością i zaufaniem. Nie wolno zapominać, że AI ma być ukierunkowana na człowieka, na zwiększanie jego dobrobytu i gwarantowanie równości. Dlatego więc ma być ona: zgodna z prawem (poszanowanie wszystkich istniejących przepisów), zgodna z zasadami i  wartościami etycznymi oraz solidna, zarówno z technicznego, jak i społecznego punktu widzenia.

Agnieszka Uflewska wymienia cztery normy wypracowane w tej kwestii przez Komisję Europejską, które przenoszą się na wartości, o których nie można zapomnieć, pisząc algorytmy AI:

  • Poszanowanie autonomii człowieka: interakcja z systemami AI musi gwarantować ludziom samostanowienie, możliwość wyboru oraz posiadanie nadzoru nad sztuczną inteligencją
  • Zapobieganie szkodom: systemy AI muszą być bezpieczne, nie mogą szkodzić ludziom i środowisku
  • Sprawiedliwość: musi być rozumiana jako niedyskryminacja, przeciwdziałanie stronniczości czy stygmatyzacji, a w wymiarze proceduralnym musi pozostawić ludziom możliwość kwestionowania decyzji podejmowanych przez AI
  • Możliwość wyjaśnienia: procesy zachodzące w AI muszą być przejrzyste, a cele i możliwości komunikowane wprost

Jakie wartości wynikają z tych czterech norm? 

  • Przewodnia i nadzorcza rola człowieka, kontrolującego, oceniającego skutki działania, zapewniającego narzędzia do zrozumienia przez użytkowników interakcji z AI.
  • Bezpieczeństwo i solidność techniczna (posiadanie scenariusza na wypadek zagrożenia AI w jakimś obszarze, jasny proces rozwoju, odtwarzalność procesów).
  • Ochrona prywatności i zarządzanie danymi.
  • Przejrzystość w proponowanych systemach.
  • Różnorodność, niedyskryminacja i sprawiedliwość, czyli unikanie stronniczości, zapewnienie różnorodność opinii już na etapie projektowania i udział osób, na które AI będzie mieć wpływ.
  • Dobrostan społeczny i środowiskowy, czyli monitorowanie systemów AI i sprawdzanie ich oddziaływania na społeczeństwo w różnych obszarach, w tym na kulturę i instytucje państwa.
  • Odpowiedzialność gwarantująca możliwość kontroli, przeprowadzenia ocen oddziaływania przed, w trakcie i po wprowadzeniu systemów AI.

Jak w praktyce stosować etykę AI

– Etyka musi być w sercu wszystkiego co robicie – mówiła prof. Agnieszka Uflewska do słuchaczy i potencjalnych projektantów AI. – Dlaczego etyczne AI jest takie ważne? Bo można stworzyć dużo bardzo dobrych rzeczy, ale jeśli nie będziemy pamiętać o etyce, to realne staną się zagrożenia takie  jak: identyfikowanie i śledzenie osób fizycznych za pomocą AI, systemy AI działające niejawnie, stosowanie mechanizmów oceniania obywateli z naruszeniem praw podstawowych, a nawet wykorzystanie AI do tworzenia systemów śmiercionośnej broni czy „inteligentnego” zniewolenia – vide Chiny.

– Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, w jakim świecie chcemy żyć. Jeśli w tym godnym zaufania, to on musi być oparty na etyce. 

Agnieszka Uflewska, prof. uniwersytetu w Glasgow, prawniczka, zajmująca się rozumieniem kultury i tożsamości kulturowej

Wykład wygłoszony 1 grudnia 2022 roku podczas sesji Akceleratora Innovatorium

Kategorie
Webinary

Michał Kibil: Prawne aspekty AI

– Sztuczna inteligencja nie może krzywdzić człowieka. Jest to determinant myślenia o szerzeniu rozwiązań  dotyczących AI i tego dokąd powinny zmierzać prawa jej dotyczące – mówił mecenas Michał Kibil podczas grudniowej sesji Akceleratora Innovatorium.

– Gdy myślimy o AI to przede wszystkim o zakresie danych, które człowiek udostępni sztucznej inteligencji  i sposobie ich wykorzystania – zwracał uwagę mec. Michał Kibil. Obowiązująca w Polsce ustawa o ochronie baz danych odnosi się do każdego zbioru, który za taką bazę może być uznany. Dlaczego ma to kluczowe znaczenie? – Jeśli korzystamy z jakichś danych, to konieczne jest zdefiniowanie, czy to w ogóle jest baza danych. Jeśli tak – kto jest jej producentem, bo to producent, czyli osoba, która poniosła nakłady, by ją stworzyć, jest podmiotem chronionym. To on jest uprawniony do decydowania w jaki sposób baza danych może być wykorzystywana, a także ma prawo do wynagrodzenia za korzystanie z niej. Naruszenie praw producenta do danych grozi nie tylko odpowiedzialnością cywilno-prawną, ale nawet karną.

Wykorzystywanie danych

Przepisy rozszerzają ochronę twórcy na każde wykorzystywanie danych czy utworów. – Nie tylko zresztą twórcę, także faktycznie posiadacza praw autorskich – przypominał Kibil. – Jednym z uprawnień właściciela praw autorskich jest bowiem prawo do nadzoru nad tym, jak utwór będzie wykorzystywany. Kibil przestrzegał wiec przed sytuacją, w której wykorzystanie choćby jednego elementu niezgodnie z intencją posiadacza praw, może zablokować cały projekt biznesowy. – Roszczenia twórcy mogą być różne, bo w przypadku praw majątkowych właściciel ma prawo żądać odszkodowania i części zysków osiągniętych, gdy naruszono jego prawa autorskie.

Wykorzystywanie danych osobowych 

Szczególnie wrażliwym obszarem danych, które mogą być przetwarzane przez algorytm w celu jego wyuczenia, są dane osobowe.

Tworząc algorytm można być administratorem danych osobowych, czyli podmiotem, który ma samodzielne prawo do przetwarzania danych osobowych lub podmiotem przetwarzającym, nazywanym potocznie procesorem. Jeśli mowa o danych osobowych, to czym innym są dane osobowe zwykłe, a czym innym szczególnie wrażliwe (odnoszące się do stanu zdrowia czy biometrii), na używanie których konieczna jest wyraźna zgoda. Jeśli więc twórca algorytmu ma na celu tworzenie narzędzi do profilaktyki zdrowotnej, to poza przypadkami, w których zacznie on odpowiednio wcześnie zbierać zgody na przetwarzanie danych osobowych, warto zastanowić się nad alternatywną opcją, by nie skazać projektu na porażkę. Może być nią np. nietraktowanie danych jako osobowych – zwracał uwagę Kibil. Nie wszystko bowiem, co było daną osobową kiedyś, nadal musi nią być. Danymi osobowymi nie są choćby dane zanonimizowane (stają się danymi statycznymi, gdy nie da się ich powiązać z konkretną osobą).

Bezpieczeństwo

 – Tam gdzie przyuczamy algorytm oparty na danych osobowych, musimy się skupić na kilku obszarach – mówił mec. Kibil. – Stworzone oprogramowanie musi być bezpieczne pod kątem architektury systemu, zgodnej z wymogami bezpieczeństwa, a o przetwarzaniu danych osób fizycznych i zasilaniu nimi algorytm trzeba daną osobę poinformować.  Ważna jest też kwestia automatycznego przetwarzania danych osobowych, wprowadzona na gruncie RODO. Każda osoba, w przypadku której podejmujemy decyzję zautomatyzowaną, czyli bez udziału człowieka, ma prawo wiedzieć, w jaki sposób jej dane są przetwarzane przez algorytm, jakimi wyznacznikami się on kieruje i do kogo można się odwołać, gdy nie akceptuje się decyzji algorytmu. Po stronie takiej osoby stoi już dziś np. unijne prawo do niedyskryminacji.

Czy algorytm jest utworem?

Większość ekspertów twierdzi, że w świetle praw autorskich nie. Ale… to zależy. W Polsce wytwory AI np. obrazy, nie są uznawane za utwory, ponieważ nie są wytworami człowieka. – Do kogo w takim razie przynależy taki obraz? – stawiał pytanie mec. Kibil. – Do osoby, która wpisała hasła do wygenerowania obrazu, czy do twórcy kodu, a może do właściciela firmy dewelopującej algorytm? Tu nie ma dobrej odpowiedzi – podkreślał. Tymczasem w domach aukcyjnych już sprzedaje się zdjęcia-obrazy wytwarzane przez AI. A AIVA topierwszy algorytm sztucznej inteligencji, który został uznany za autora, bo poza Polską, definicja utworu zaczyna być mocno rozszerzana.

Odpowiedzialność za sztuczną inteligencję. Nadchodzi AI Act

– Jeśli wykreujecie sztuczną inteligencję, która doprowadzi kogoś do szkody, to ta osoba będzie w stanie obciążyć odpowiedzialnością was – zwracał uwagę mec. Michał Kibil. I przestrzegał: – Dziś odpowiedzialność jest lekko iluzoryczna, ale za chwilę już tak nie będzie. Wchodzą nowe przepisy na poziomie UE. Prócz odpowiedzialność kontraktowej jest też ta w obszarze RODO.

AI Act to nowa regulacja, która ma uporządkować w UE cały obszar wykorzystywania sztucznej inteligencji. Zmienia model myślenia sztucznej inteligencji i jej postrzeganie, wprowadzając cztery kategorie ryzyka: minimalne, ograniczone, wysokie, nieakceptowalne.

Wprowadza też listę zakazanych praktyk, których nie możemy stosować, np. wykorzystywanie algorytmów AI do powszechnego śledzenia ludzi czy tworzenia system oceny społecznej, takich z jakimi mamy do czynienia w Chinach. AI Act nałoży obowiązek audytowania AI, wprowadzi katalog systemów wysokiego ryzyka (m.in. tych wykorzystywanych w systemach HR), wymagać też będzie zarzadzania ryzykiem przez dostawcę czyli twórcę algorytmu. Ponadto ma wprowadzić obowiązek ubezpieczenia OC dla dostawcy. I naturalnie zobowiąże do przestrzegania zasad etyki AI czy praw własności intelektualnej.

Mimo że to pierwszy taki projekt, to od października 2022 roku jest już obiektem szerokiej dyskusji i krytyki m.in. z powodu definicji AI, która wg niektórych jest zbyt szeroka i niezgodna z wykreowaną przez OECD.

Nie tylko AI Act

Odrębnie wprowadzana jest dyrektywa odpowiedzialności za sztuczną inteligencję. Wystarczy wykazanie że algorytm jest niezgodny z zasadami AI ACT i że doszło do powstania szkody i to już przeniesie na twórcę ciężar odpowiedzialności cywilno-prawnej za skutek. To nie pracodawca będzie np. odpowiedzialny za dyskryminację pracownika, ale pracownik zgłosi się do podmiotu tworzącego rozwiązania AI.

Jak podejść rozsądnie do tworzenia sztucznej inteligencji? Najbezpieczniej pamiętając o ISO 3850. To najlepsza wskazówka, zgodnie z którą warto podzielić proces tworzenia na fazę koncepcyjną, projektowanie i rozbudowę, weryfikację i walidację modelu, wdrażanie, działalność operacyjną i monitorowanie, reewaluację oraz zakończenie projektu.

Mec. Michał Kibil  Senior partner w kancelarii GTL specjalista od prawa autorskiego, prawa nowych  technologii, specjalista do spraw sztucznej inteligencji i prawnych aspektów

Wykład wygłoszony 1 grudnia podczas sesji Akcelerator Innovatorium

Kategorie
Webinary

Grzegorz Samborski: Szanse i ograniczenia polskiej przedsiębiorczości technologicznej

Co ogranicza polskie startupy, a co może być ich siłą? Jak prezentują się na rynkach? Jakie wartości mogą przekuć w sukces? Podczas listopadowej sesji Akceleratora Innovatorium mówił o tym Grzegorz Samborski.

Jest takie powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I wydaje się, że to one są w dużej części problemem polskich startupów. – Większość finansowania pochodzi z unijnych subwencji, przyznawanych przez rozmaite instytucje. W Polsce średnia inwestycja w startup to ok. 800 tys. zł, podczas gdy w Europie ok. 1 mln euro – mówił Grzegorz Samborski.

Taka sytuacja utrudnia start i powoduje często problemy z kapitałem ludzkim. Koszt zatrudnienia programistów może być dominującym, a przecież nie jest jedynym. To powoduje, że founderzy często pełnią zbyt wiele ról, nie skupiając się na swoim głównym zadaniu, a w konsekwencji szybko tracą wiarę, że robią coś, co ma sens.

Polska to za duży i za mały kraj

Nadal spora część startupów myśli o projektach głównie w skali lokalnej. To błąd – przekonuje Samborski. – Jesteśmy krajem, w którym nigdy nie zrobi się dużego biznesu, więc pomysły na startupy warto zglobalizować. Jako przykład podaje firmy powstające na Litwie, Łotwie i w Estonii, które od początku są nastawione na rynki zagraniczne, bo mają świadomość, że trudno robić biznes dla kilkuset tysięcy ludzi. Zmiana mentalności polskich przedsiębiorców wydaje się być konieczna, choć jak sam Grzegorz Samborski przyznaje, bycie młodą demokracją i młodą gospodarką rynkową nieco może tłumaczyć zachowawczość.

Nie ma zmiłuj, podatki

– W bardziej cywilizowanych krajach na świecie, startupy są inaczej traktowane, jeśli chodzi o podatki – przekonywał Samborski. – Patrzy się na nie jak na firmy, które potencjalnie mogą przynieść większe przychody z podatków za jakiś czas, niż gdyby obciążać je tak samo wysokimi daninami już na bardzo wczesnym etapie. Zwrócił też uwagę, że te „dojrzałe” przedsiębiorstwa często odprowadzają mniejsze podatki, całkowicie zgodnie z prawem. 

Kluczowe trzy pierwsze lata

Samborski podczas wykładu oparł się m.in. na danych z raportu „Startup genome report extra on premature scaling”, przygotowanego przez badaczy z uniwersytetu Stanforda i Berkeley. To z ich badań wynika, że w ciągu pierwszych trzech lat upada nawet 92 proc. startupów. – Głównie dlatego, że gdy skończą się pieniądze, brakuje pomysłów, jak zdobyć nowe środki albo ludzie przestają wierzyć w sens tego, co robią. Konkurencja  jest ogromna i niestety łatwiej jest odnieść sukces komuś pracującemu w Niemczech czy w Estonii niż w Polsce.

Coś optymistycznego?

Tak. I to całkiem spora lista: wiek startuperów, doświadczenie, śmiałe wejście do świata nowych technologii, coraz więcej prywatnych pieniędzy na rynku, więcej też kapitału spoza Polski.

Samborski zwraca uwagę na wiek przedsiębiorców. Jak wynika z raportu, dotyczącego badania polskich startupów, przybyło założycieli reprezentujących najmłodsze pokolenie. Grupa wiekowa 20-30 lat w 2020 roku stanowiła tylko 28 proc. Teraz jest to już 37 proc.  Rodzi to naturalnie obawy, że brak doświadczenia nie pomoże utrzymać się na rynku, ale  – jak twierdzi – Samborski – wspomniane badanie pokazuje też, że ci młodzi ludzie są odważni,  nie boją się  relacji międzynarodowych, myślą bardziej globalnie i są zdeterminowani.

Wg badania 10 proc. founderów to osoby w wieku 40+ a ich atutem jest doświadczenie, co zwiększa szansę na sukces. Zaledwie 4 proc. firm założyli ludzie po 50. roku życia.

Co zamierzają oferować startuperzy w Polsce? Głównie AI i uczenie maszynowe, ale też produkty z dziedziny e-commerce, medtech, edukacji oraz obszaru „analityka, research tools, business inteligence”. Blisko połowa przedsiębiorców oferuje produkt webowy, dalej jest aplikacja mobilna i masowy produkt fizyczny.

Jeśli chodzi o model biznesowy to dominują SaaS (40 proc.) oraz B2B Enterprise (36 proc.). B2C wybiera tylko 20 proc. przedsiębiorców.

– Pozytywne jest to, że coraz więcej firm już rozumie, że trzeba myśleć innymi kategoriami, czyli o rynkach zagranicznych – podsumowuje Grzegorz Samborski. – 78 proc. przedsiębiorców planuje w ciągu roku wejść na nie. Głównie chodzi o rynek unijny, ale priorytetowe są też Stany Zjednoczone i Kanada.

Grzegorz Samborski, dziennikarz z wykształcenia, pasjonat internetu, nowych technologii i muzyki, od blisko 30 lat działa na styku marketingu, sprzedaży w Internecie.

Prezentacja miała miejsce 24 listopada podczas sesji Akcelelratora Innovatorium

Kategorie
Webinary

Tomasz Goliński: Pozyskanie kapitału to wyzwanie. Warto wiedzieć, jak zaprezentować się przed funduszem VC

Proces inwestycyjny oraz współpraca miedzy spółkami i funduszami venture capital stanowiły temat prezentacji Tomasza Golińskiego podczas listopadowej sesji Akceleratora Innovatorium.

Wybór instrumentów finansowych zależy od tego, na jakim etapie rozwoju znajduje się przedsiębiorstwo. – Wczesny etap wiąże się z dużymi wyzwaniami, ale etap pomysłu, transferu czy weryfikacji jest bardzo dobrze finansowany w Polsce ze środków publicznych – mówił Tomasz Goliński. – Głównym wyzwaniem jest pozyskanie kapitału, dlatego warto wiedzieć, jak zaprezentować się przed funduszem VC.

Pierwsza wskazówka – radykalna: Nie bierz pieniędzy od VC, jeśli nie jesteś pewien, że to właściwa droga dla twojego projektu.

– Trzeba być świadomym, że fundusze VC stawiają na skalę działalności spółki i jej powiększanie, a co za tym idzie na wzrost wartości całego biznesu. To oznacza ciągłe inwestowanie pozyskanych środków w rozwój przedsiębiorstwa – tłumaczył Goliński, przekonując, że w takiej sytuacji konieczne jest założenie, że przedsięwzięcie zwielokrotni wartość na przestrzeni lat, nawet kosztem jego rentowności. Jeśli jednak fundusze VC to jest to, „be bold” – radził Goliński.

Odwaga w prezentacji pomysłu może być decydująca. Bez udowodnienia, że chodzi o ambitny i rokujący cel, trudno będzie przekonać VC do współpracy. – Warto pokazać determinację do zdobywania rynku globalnego czy zdominowania obszaru, na którym działa przedsiębiorstwo. Ambitne cele mają urealnić potencjał wzrostu spółki w dłuższym okresie – przypominał Goliński. Oczywiście same zapewnienia to za mało, więc…

Build the strong team

Jak mówił Tomasz Goliński, nie chodzi o kompletny zespół na starcie, ale komplementarny już tak, by projekt mógł ruszyć. Umiejętność przedstawienia zespołu oraz przeprowadzenie prezentacji, zwięźle podsumowującej działalność spółki jest na tym etapie kluczowa.

Warto zacząć od ogólnej koncepcji i informacji o zespole, produkcie, technologii, a także przedstawienia grupy docelowej, opisania modelu biznesowego i możliwej konkurencji. Nie można naturalnie zapomnieć o warunkach inwestycyjnych.

– Startupowcy powinni zwrócić uwagę na smart money czyli poszukiwanie środków finansowych, które nie ograniczają się jedynie do inwestycji kapitałowej, natomiast inwestorzy powinni wnieść w ramach współpracy jakąś dodatkową wartość – podkreślał Goliński.

Don’t sell cheap

Nie sprzedawaj tanio – radził prelegent. I podkreślał: – Szanuj swoją wartość nawet na wczesnym etapie rozwoju i myśl długoterminowo. Galiński uczulał, że cały czas trzeba pamiętać o  strukturze udziałowej naszej spółki i myśleć o nieoddawaniu kontroli nad nią w kontekście procentowego układu sił, przynajmniej do rundy inwestycyjnej na poziomie kilkunastu milionów zł. – Nie można być zepchniętym do roli mikroudziałowca w całej strukturze – przestrzegał. 

Dywersyfikacja chroni

W kontekście prowadzenia biznesu trzeba pamiętać o dywersyfikacji, dlatego do rozmów warto zapraszać wiele funduszy. Ale dywersyfikacja powinna być też implementowana w zakresie działalności spółki. Jeśli produkt nie daje przychodów, można i należy szybko zmienić koncepcję biznesową. 

Słuchaj swoich klientów

Nakłady pracy często ugruntowują przekonania founderów, którym trudno przyznać, że rozwiązanie nie jest idealne. Tymczasem Tomasz Goliński przekonywał: – Warto być elastycznym w pracy z produktem. Nawet już po pozyskaniu inwestora! Warto wsłuchiwać się w trendy rynkowe i być trochę kreatorem tych trendów. To pozwala uniknąć błędów dużych korporacji,  które ignorują innowacje z rynku – mówił.

Term sheet, due diligence i… umowa

Zwieńczeniem I etapu powinno być otrzymanie od inwestora dokumentu, podsumowującego warunki inwestycyjne (term sheet). Po jego podpisaniu inwestorzy rozpoczynają proces due diligence czyli badanie spółki. Jakie? To zależy, ale pewne jest m.in. badanie prawne spółki, finansowe, technologiczne. Po podpisaniu umowy nastąpi wpłata środków na konto. Trzeba też pamiętać, że fundusze po inwestycji będą oczekiwać raportowania z działalności spółki.

Dr Tomasz Goliński, founding partner Cofounder Zone

Wykład odbył się 24 listopada podczas sesji Akceleratora Innovatorium

Herb Polski
Flaga Polski

Dofinansowanie ze środków Ministra Edukacji i Nauki w ramach programu Społeczna Odpowiedzialność Nauki – Popularyzacja nauki i promocja sportu. Projekt: Akcelerator

DOFINANSOWANIE: 900 000 ZŁ
CAŁKOWITA WARTOŚĆ: 1 020 000,00 ZŁ